przytulone pergaminowe ściany kamieniczek wiernych sobie od tylu już lat.
tynk kruchy. niczym warstwy ciasta francuskiego.
prawie przeźroczysty. pełen pęknięć. wybrzuszeń. plam. ran.
bluszcz przewodów i kabli oplatający nadwątlone, łuszczące się ciało. choć bardziej podobny do ciemnych, grubych żył na spracowanych dłoniach starego człowieka.
ślady wilgoci rozchodzące się jak fale czasu po murze w kolorze croissanta.
hugenotki. te senne biszkopty spieczone słońcem. posypane pudrem lat. cierpliwe.
uliczki wąskie. na szerokość oddechu. tylko światło i cień tu się mieści.
słodkie miasteczko z ciasta, na blasze południa.
zapamiętałe w trwaniu...
tam mnie szukaj.