miasta południa należy oglądać tylko pomiędzy zachodem słońca i nocą. całe bogactwo przesłonecznionego dnia osiada pod wieczór, milknie, zastyga i nie rozprasza się w hałasie i gwarze rozhukanego światła. błąkam się po wąskich uliczkach, tak wąskich, że trzeba się nimi prawie przepychać. bokiem, zawsze przylepione do murów, majestatyczne koty, a w drzwiach domów siedzą ludzie i gadają. tu czuć cebulę, stamtąd dolatuje czosnek, płynący na lekkiej chmurce smażonej oliwy, a pod to wkrada się często niepozorny, ale zjadliwy rynsztok. lubisz bajki - tu miałbyś tło do wszystkich bajek razem wziętych. te uliczki i domy, zakamarki i podwórka można ożywić wszelkimi postaciami, najbardziej nieprawdopodobnymi. kto wie, czy nie stałyby się prawdziwe w tym otoczeniu.[...]
wracam o zmroku, jadąc wśród winnic. winogrona już dojrzewają. zsiadłem z roweru i zerwałem ciężką kiść czarnych owoców, pokrytych prześlicznym, sinawym puszkiem. wgryzłem się w nie spragniony - było mi gorąco i usta miałem wyschnięte. niebo już pociemniało i tylko nad górami, w stronie słońca, było jeszcze popielatobłękitne. wiał wiatr. siedziałem na rozgrzanym kamieniu, patrzyłem w niebo głaskany gorącym wiatrem, a po brodzie ciekł mi purpurowy sok zerwanych z krzaka winogron. znowu nic nie myślałem - jadłem winogrona. czułem tylko, jak intensywność życia wzmogła się we mnie do ostateczności. czułem swoją młodość, przeżyłem ją w tych kilku chwilach tak, że krew powinna była mi trysnąć ze wszystkich por i pomieszać się z sokiem winogron. złapałem życie, na moment, ale wyraźnie. to było wspaniałe.
w nocy ustał wiatr. (Bobkowski)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz